Samouk. Buduję produkty, systemy i zespoły, które mają sens biznesowy - i działają beze mnie. Elektronika była pierwszym narzędziem, nie celem.
Nigdy nie miałem dyplomu inżyniera. Miałem problem do rozwiązania - i nauczyłem się go rozwiązywać.
Nie odziedziczyłem firmy ani know-how. Zbudowałem jedno i drugie, ucząc się po drodze - szybciej, niż sam się tego spodziewałem.
Od dziecka kręciły mnie komputery i informatyka. W podstawówce składałem i naprawiałem komputery, zaprojektowałem swojego pierwszego robota minisumo i jeździłem z nim na zawody. Już wtedy wiedziałem, że chcę budować.
Obok komputerów było gospodarstwo. Pomagając rodzicom i bratu (Piotrowi), nauczyłem się ciężkiej pracy: robota musi być zrobiona, niezależnie od pogody i humoru. To ukształtowało mój charakter bardziej niż cokolwiek później i jestem im za to wdzięczny.
Chciałem robić więcej robotów, ale nie miałem na to pieniędzy - więc dorabiałem, m.in. u brata (Damiana). Za pierwsze zarobione pieniądze kupiłem własną stację hot-air. Pamiętam sobotę, gdy za całodniową robotę dostałem 200 zł - wtedy był to dla mnie kosmos. Do dziś jestem mu za to wdzięczny.
Serwis komputerowy, później wsparcie B2B i realizacja zgłoszeń pod presją czasu. Tu odkryłem, że presja mnie mobilizuje, a nie blokuje.
Sprzedaż, konfiguracja, organizacja montażu PCB, wyceny. Zrozumiałem, jak działa kontraktowa produkcja elektroniki - i postanowiłem zbudować to po swojemu.
Komunikatory dla dzieci z porażeniem mózgowym. Montaż w garażu rodziców, z piekarnikiem zamiast profesjonalnego pieca. Działalność jednoosobowa, jeden klient, zero zaplecza.
Marka, którą zbudowałem jako jednoosobowa działalność, przeszła w sp. z o.o. razem z ludźmi, którzy najpierw byli klientami, a potem uwierzyli w projekt na tyle, żeby wejść w niego na poważnie.
MICROBOTIC projektuje i produkuje elektronikę dla wymagających klientów B2B. Maszyny sprowadzaliśmy i uruchamialiśmy sami - zespół zna swój park maszynowy do śruby.
Dwie rzeczy dzieją się u mnie równolegle.
Odpowiadam za strategię, procesy i wdrożenia, prowadzę etap koncepcji w projektach i rozwijam zespół. Cel, nad którym pracuję: żeby firma działała coraz mocniej, nie opierając się na mnie przy każdej decyzji.
Ciągnie mnie stawianie własnych systemów (open source, odzyskiwanie kontroli nad infrastrukturą), praktyczne wykorzystanie AI i własne pomysły produktowe. A coraz częściej najwięcej daje mi pomaganie ludziom: układanie ról wokół tego, w czym ktoś jest naprawdę mocny, i sprawdzanie, czy techniczny pomysł ma sens biznesowy - zanim ktoś w niego wejdzie. W tę stronę chcę iść dalej, też jako mentor.
Nie projektuję płytek i nie stoję przy linii - od tego mam świetny zespół. Moja robota jest o poziom wyżej: produkt, system, ludzie.
Buduję rozwiązania i oceniam, czy techniczny pomysł ma sens operacyjny i finansowy - zanim ktoś wyda na niego pieniądze.
Projektuję organizacje, procesy i infrastrukturę tak, żeby były skalowalne, odporne na zmiany i nie zależały od jednej osoby.
Odkrywam, w czym ktoś jest naprawdę mocny, i układam rolę wokół tej „supermocy". Dobrze ustawiony człowiek robi więcej niż dziesięciu poganianych.
Piszę własny firmware, buduję agentów AI i stawiam systemy open source - najlepiej rozumiem to, co sam złożę. Pewnie dlatego ciągnie mnie hakowanie: rozłożyć, zrozumieć, złożyć lepiej.
Nie tylko zarządzam. Jestem samoukiem, który sam składa narzędzia, których używa: piszę firmware, buduję agentów AI i stawiam systemy open source. Najlepsze wyniki nie brały się u mnie z doświadczenia, tylko z szybkiego wchodzenia w nowy obszar - od serwisu, przez montaż SMT, po Linuksa i własnych agentów.
Mówić jak jest, bez owijania w bawełnę. Tego oczekuję od siebie i tego sam się trzymam.
Nie sprzedaję gotowego pakietu - jeszcze. Ale jeśli budujesz coś na styku technologii i biznesu, masz pomysł, który chcesz sprawdzić, albo szukasz kogoś, kto myśli procesami i zna drogę od pomysłu do gotowego urządzenia, albo chcesz, żeby ktoś z Twojego zespołu wszedł na wyższy poziom - napisz. Najwyżej okaże się, że to nie temat dla mnie. Powiem Ci to wprost.